Dom biały. T. 2 (Kock Paul)
(strona 1) " DOM BIAŁY.   II.   DOM BIAŁY Powieść K. Pawła Koka. (Kock). tłumaczył z francuskiego   Józef Kraszewski.   Niegdyś (o było duchów co niemiara! W każdej wioseczce..."

(strona 2) " Wolno drukować z obowiązkiem złożenia trzech exemplarzy w Komitecie Cenzury. Wilno, 9 sierpnia 1802 roku. Michał Oczapowski, Cenzor. ROZDZIAŁ I. PODRÓZ W GÓRACH.   Opuszczając Klermą, trzej podróżni poszli z początku..."

(strona 3) " łacie się!... zboczym z drogi!... sto razy więcej nachodzim się niż potrzeba." Alfred i Edward nie słuchają go. Biegną naprzód, i zatrzymując się na wierzchołku góry, wołają: Co za kraj!... jak urozmaicone przyrodzenie!... Tu..."

(strona 4) " — A czy nie widać tam także mego zaniku? odzywa się Robino. — O! jest ich tu ze dwanaście!" Te słowa nakłoniły go do wdrapania się na górę. Przybywa potem zlany, i spogląda w około, ocierając czoło. "Cóż? nie kontentże..."

(strona 5) " mona płynie od Sę Satiurnę, o pół mili od Sę't'Aman.... Ot tu! jak ja palcem pokazuję!... — Cóż to jest, ten Sę Satiurnę? — Wielka wieś, było to dawniej miasto.... nawet forteca.... — Czy niema tam gdzie zamku? pyta Robino. —..."

(strona 6) " najpotrzebniejszej rzeczy, to jest o drodze, jaką nam iść trzeba do Sę't'Aman, a tem samem i do mego zamku, który leży w bliskości. — Do Sę't'Aman, zejdziecie panowie naprzód prosto... potem na lewo... koło Krest... a ztamtąd..."

(strona 7) " się lękasz, abyśmy ci się raz jeszcze nic wymknęli. — Choćby i tak było, jestże wtem co złego, żem niecierpliwy poznać coprędzej moją posiadłość ? — Kilka godzin wcześniej czy poźniej, czyż to co stanowi? — Ty jak na..."

(strona 8) " od nich. przerywa Robino tupiąc nogą z niecierpliwości. — Ja myślę, odzywa się Alfred, że tu byłoby bardzo przyjemnie spacerować z ładną jaką kobieciną.. Od kwadransa nie spotkaliśmy nikogo!... to przecudownie. Kiedy się jakie..."

(strona 9) " — To już zanadto, mości panowie! czyżeście nigdy koz nie widzieli!... że się im tak pilnie przypatrujecie.... zdaje mi się, że tutejsze tak samo zupełnie wyglądają, jak Paryskie... nawet pewno brzydsze; gdybyż to jeszcze lew, albo..."

(strona 10) " mego ani widać. — Siódma dochodzi! ij zaczynam się czuć zmordowanym. — A mnie jeść się chce, odpowiada Alfred — widać że tych gór powietrze do trawienia pomaga. " Dwaj przyjaciele nie mogą się wstrzymać od śmiechu, widząc..."

(strona 11) " — Możemy! czemu nie — natychmiast, choćbyście i nie zapłacili, nam o to nie idzie! — Otoż widzicie panowie, powiada Edward, że dotąd jeszcze prawa gościnności istnieją... ci Judzie nas nie znają... a jednak chcą nas darmo..."

(strona 12) " mieć kobietę woźnicę, dżokejem, lub lokajem. Pięknieby to było, mieć furmana w spodniczce! — Przebrałbyś je po męsku. — Na to się wcale nie zgadzam, przebąknął Edward, im w tym stroju tak do twarzy! "Prawda tylko jest..."

(strona 13) " ławkę, i bieży do wieśniaka. — Naści talara, przyjacielu, a powiedz rai, zmiłuj się, co tylko wiesz o tym zamku! — Pan jesteś wspaniały, jesteś nadto!... — Jestem właścicielem tego zamku, o którym powiadasz, iż był oblegany...."

(strona 14) " mnie!... lecz teraz przynajmniej spokojniejszy już jestem!.. Zresztą, mój kochany, powiedz mi, jak daleko z tąd do mego zamku? — Tak! lekkie trzy mile... — Trzy mile!.. a którędyź iść mamy ? — O! teraz!.. do licha... to samemi..."

(strona 15) " Te niedostępne skały, i kręte drożyny, Strumienie czyste i wdzięczne krzewin !..   — Ósma dochodzi, a my pewno po tych krętych drożynach karku nadkręcim!...   — Tu mię wszystko zachwyci, wszystko mie poruszy..."