Dom biały. T. 2 (Kock Paul)
(strona 1)
" DOM BIAŁY. II. DOM BIAŁY Powieść K. Pawła Koka. (Kock). tłumaczył z francuskiego Józef Kraszewski. Niegdyś (o było duchów co niemiara! W każdej wioseczce..."
(strona 2) " Wolno drukować z obowiązkiem złożenia trzech exemplarzy w Komitecie Cenzury. Wilno, 9 sierpnia 1802 roku. Michał Oczapowski, Cenzor. ROZDZIAŁ I. PODRÓZ W GÓRACH. Opuszczając Klermą, trzej podróżni poszli z początku..."
(strona 3) " łacie się!... zboczym z drogi!... sto razy więcej nachodzim się niż potrzeba." Alfred i Edward nie słuchają go. Biegną naprzód, i zatrzymując się na wierzchołku góry, wołają: Co za kraj!... jak urozmaicone przyrodzenie!... Tu..."
(strona 4) " — A czy nie widać tam także mego zaniku? odzywa się Robino. — O! jest ich tu ze dwanaście!" Te słowa nakłoniły go do wdrapania się na górę. Przybywa potem zlany, i spogląda w około, ocierając czoło. "Cóż? nie kontentże..."
(strona 5) " mona płynie od Sę Satiurnę, o pół mili od Sę't'Aman.... Ot tu! jak ja palcem pokazuję!... — Cóż to jest, ten Sę Satiurnę? — Wielka wieś, było to dawniej miasto.... nawet forteca.... — Czy niema tam gdzie zamku? pyta Robino. —..."
(strona 6) " najpotrzebniejszej rzeczy, to jest o drodze, jaką nam iść trzeba do Sę't'Aman, a tem samem i do mego zamku, który leży w bliskości. — Do Sę't'Aman, zejdziecie panowie naprzód prosto... potem na lewo... koło Krest... a ztamtąd..."
(strona 7) " się lękasz, abyśmy ci się raz jeszcze nic wymknęli. — Choćby i tak było, jestże wtem co złego, żem niecierpliwy poznać coprędzej moją posiadłość ? — Kilka godzin wcześniej czy poźniej, czyż to co stanowi? — Ty jak na..."
(strona 8) " od nich. przerywa Robino tupiąc nogą z niecierpliwości. — Ja myślę, odzywa się Alfred, że tu byłoby bardzo przyjemnie spacerować z ładną jaką kobieciną.. Od kwadransa nie spotkaliśmy nikogo!... to przecudownie. Kiedy się jakie..."
(strona 9) " — To już zanadto, mości panowie! czyżeście nigdy koz nie widzieli!... że się im tak pilnie przypatrujecie.... zdaje mi się, że tutejsze tak samo zupełnie wyglądają, jak Paryskie... nawet pewno brzydsze; gdybyż to jeszcze lew, albo..."
(strona 10) " mego ani widać. — Siódma dochodzi! ij zaczynam się czuć zmordowanym. — A mnie jeść się chce, odpowiada Alfred — widać że tych gór powietrze do trawienia pomaga. " Dwaj przyjaciele nie mogą się wstrzymać od śmiechu, widząc..."
(strona 11) " — Możemy! czemu nie — natychmiast, choćbyście i nie zapłacili, nam o to nie idzie! — Otoż widzicie panowie, powiada Edward, że dotąd jeszcze prawa gościnności istnieją... ci Judzie nas nie znają... a jednak chcą nas darmo..."
(strona 12) " mieć kobietę woźnicę, dżokejem, lub lokajem. Pięknieby to było, mieć furmana w spodniczce! — Przebrałbyś je po męsku. — Na to się wcale nie zgadzam, przebąknął Edward, im w tym stroju tak do twarzy! "Prawda tylko jest..."
(strona 13) " ławkę, i bieży do wieśniaka. — Naści talara, przyjacielu, a powiedz rai, zmiłuj się, co tylko wiesz o tym zamku! — Pan jesteś wspaniały, jesteś nadto!... — Jestem właścicielem tego zamku, o którym powiadasz, iż był oblegany...."
(strona 14) " mnie!... lecz teraz przynajmniej spokojniejszy już jestem!.. Zresztą, mój kochany, powiedz mi, jak daleko z tąd do mego zamku? — Tak! lekkie trzy mile... — Trzy mile!.. a którędyź iść mamy ? — O! teraz!.. do licha... to samemi..."
(strona 15) " Te niedostępne skały, i kręte drożyny, Strumienie czyste i wdzięczne krzewin !.. — Ósma dochodzi, a my pewno po tych krętych drożynach karku nadkręcim!... — Tu mię wszystko zachwyci, wszystko mie poruszy..."
(strona 16) " tąd, jeśli Pan Bóg pozwoli, do mego zamku. Trzej podróżni żegnają wieśniaków, i ruszają; Alfred tańcując, Edward odczytując swoje wiersze; a Robino, co chwila patrząc na zegarek. ROZDZIAŁ II. DOM BIAŁY. Szli dość długo w..."
(strona 17) " jomym!... Co krok, wpaść możem w jaką przepaść, lub co najmniej, potoczyć się po jakiej pochyłości!... I cośmy mieli zbliżyć się do mego zamku, to się może jeszcze od niego oddalim;... i panowie jeszcze się śmiejecie! tego..."
(strona 18) " dzic! z wystrzałami, i tam dalej, na wzór podobnych zabaw ludu. — Nie, nie, panowie — nic nie rozkazałem; lecz znam gorliwość Franciszka; pewno wypaplał, ze ja przybędę; a to naturalnie, musiało na ludziach zrobić..."
(strona 19) " Edward się zatrzymuje i zaczyna mówić tonem jękliwym: ... gdzież jestem? jakaż, noc pokrywa Ciemną zasłona, światła konające... Widzę mury krwią zlane! Eumenida mściwa Pochodnie swoje wstrząsa gorejące... Tysiąc..."
(strona 20) " gorz!... Jezus! Marija!.. cóś zaryczało koło nas?... — Przepraszam... zabeczało tylko ! zbliżamy się do jakiegoś folwarku... — Do jaskini! — Brawo! panowie, widzę światło,... bardzo wprawdzie maleńkie; ale zawsze światło. —..."
(strona 21) " tredowi, biegnącemu ku największej chałupce. — Poczekaj!.. naradźmy się wprzódy: czy rostropnie to tak leźć w ręce tym, którzy tu mieszkają? — Ach! dajże nam pokój! — Przynajmniej pochowajcie dewizki od zegarków, bardzo..."
(strona 22) " dzi, za nim Edward, a Robino niechcąc się sani jeden pozostać, idzie także za niemi do chatki. Wewnątrz była ona większa, niżeli się zdawała po wierzchu. Pokryła była dachem spiczastym, a światło do niej zgóry wpadało. Na dole..."
(strona 23) " — Szadra" odpowiada starzec. — Szadra, odzywa sie znowu Robino to?.. Szadra?.. i, oni to wsią nazywają!... piękna wieś, jabym tu moich koni nie postawił. Niesłuchając tego, pasterz, który ich wprowadził, daje znak rozkazujący trzem..."
(strona 24) " — Umhu! dodaje Robino — zapłacim tam... w mieście, tam zostawiliśmy pieniądze. Przez czas niejaki wieśniacy poglądają po sobie w milczeniu; nakoniec ojciec się odzywa: Cóż, czy chcecie pójść, malcy? Chłopcy zdają się..."
(strona 25) " szkańcy małej wioseczki, zamurowanej w górach, dalekiej od gościńców, którzy zdają się jeszcze zachowywać obyczaje dawnych wieków; wierzą w błędne bajki, którym my już oddawna wiary nie dajem. Pytanie nawet, czy i my całkiem od..."
(strona 26) " ten Dom Biały, jest silniejsza nad wszystkie względy. — Na honor! powiada Alfred, ponieważ ci górale uparli się i przededniem poprowadzić nas niechcą; pozostaje nam tylko tutaj przenocować. — Przenocujem!... rzecze Edward. Mam..."
(strona 27) " gościnność, cnoty rzadkie między ludźmi rozsądnymi, dowcipnymi i uczonymi. Jak tylko ułożono, że podróżni maja nocować w chatce, Alfred i Edward rozgościli się zupełnie, jakby byli domowi: śmieją się, śpiewają, gawędzą z..."
(strona 28) " — Jeżeli to człowiek Diogenesa; przerwał Robino, kołysząc się na ławce: to przyznać należy, że wcale czysto i ładnie wygląda! — Co tu macie w tym tyglu? — Zapewne, to wasza wieczerza, powiada Alfred. — Tak! panie! to polewka...."
(strona 29) " zechcą cię nawet może naśladować; co, osobliwie w wielkich uroczystościach, bardzo będzie zabawne! Podczas tej rozmowy, gospodyni rozdawała drewniane talerze i łyżki. Staruszek krajał chleb razowy. A Robino nawet mimo odrazy, bierze..."
(strona 30) " ły się niepłodne... a do kogoż ten don, należy? — Otoż w tem sęk! mój panie — bo od lat dwudziestu jak go zbudowano, nikt w nim nie mieszkał... aż teraz niedawno djabli się tam rozkwaterowali. Otoż, o trzysta kroków od Białego..."
(strona 31) " nim więcej nie wiadomo. Ale co najdziwniejsza, że ten jegomość posprowadzał tu meble i wszystko czego tylko było trzeba; a potem sam nie mieszkał tu, pojechał zaraz, i odtąd nie wrócił... co daje domyślenia, że przeklęty szatan..."
(strona 32) " — Otoż to, że się wcale nic bała; bo kiedy kto o tem wspomniał pani Sarpiottowej; odpowiadała, żeśmy głupi, i że to do nas nie należało! — Mocnego musiała być ducha ta pani wdowa. — Już ja tam niewiem, czy ona miała ducha,..."
(strona 33) " — A czemże? chłopcem? rzekł uśmiechając się Alfred. — O nie! panie — i nie to nawet; bo widzicie panowie, uważaliśmy że od jej przybycia do Andrzeja zaczęły się te wszystkie dziwy. Przedali dom jakiemuś jegomości, który się..."
(strona 34) " tego domu, i wszyscy natychmiast wymierają... — Tak, w przeciąga lat piętnastu... — To ona tam teraz mieszka sama jedna? — Samiuteńka;... tuż koło Białego Domu, gdzie mybyśmy nawet przebywać nie chcieli!.. To rzecz dziwna! A..."
(strona 35) " kimś zielem, a koza Johasi, co to miała jakąś naróść pod brzuchem — i ją Izora uzdrowiła jakimś olejkiem, który jej, pić data. — Co ? to ona wyleczyła Johasinę kozę! zawołał pasterz. O! moja miia! niechby mi wszystkie kozy..."
(strona 36) " — Nie! ja jestem jej zdania — powiada Riobino: Każda czarownica musi być szkaradną. — Jaka ona jest, to jest — dodaje pasterz, to tylko pewno, ze od niej każdy unika, kiedy pójdzie jedną stroną, wszyscy idą druga. Jak tylko ona..."
(strona 37) " Szatański Zamek (le Ch ât eau du Diable) dawanej niegdyś na miejskim teatrze, to jest, odwiedzić ten dom zaczarowany, i uwolnić młodą Izorę, która jest może przebraną księżniczką, od czarów, które ją przy jej krowach i..."
(strona 38) " do której zamiast drzwi służy wejście zawieszone zasłoną z grubego płótna. Lecz nim poszedł do żony — gospodarz zgasił lampę, i błędne tylko ognia płomyki oświecają wnętrze chatki. — Na cóż gasisz światło? woła Robino...."
(strona 39) " — Jakto! co mi się stało? wszak ci to wy na noc drzwi nie zamykacie... lada złodziej wejść może i pozarzynać nas!.. — O! u nas nie ma złodziejów!.. coby on u nas ukradł? — U was!.. tak! co za samolubstwo!... oni tylko o sobie..."
(strona 40) " rzyną!.. Hej! Alfredzie! Alfredzie, a czy dobrze tam tobie na słomie? — Mój kochany — odzywa się Alfred poziewajac: Nowość stanowi wdzięk dzisiejszego naszego położenia... mnie się to tak pociesznie wydaje, spać na słomie... gdyby..."
(strona 41) " statka, w mocnem przekonaniu, iż sam djabeł przyszedł mu oddać wizytę — wysuwa się z pod niego i wrzeszczy: — Panowie obudźcie się! broda! broda! djabli tu chodzą! namacałem rogi!.. — Cicho! tchórzu! odezwał się przebudzony..."
(strona 42) " ROZDZIAŁ III. IZORA. Trzej podróżni szli wesoło, unosząc się nad wschodem słońca, który daleko piękniej wygląda w górach, niż w Paryżu z okna, lub piaskiem posypanej ogrodowej ulicy. Klodijusz szedł naprzód ukazując im..."
(strona 43) " wołał Alfred, prawdziwie nic w nim strasznego nic widzę... Co za prześliczne położenie; jaka roskoszna dolina... jeżeli tu sobie djabeł obrał mieszkanie — trzeba mu oddać sprawiedliwość, że niezły umiał wybor zrobić. Pasterz nic..."
(strona 44) " Alfred i Edward idą szybkim krokiem ku Białemu Domowi; za niemi góral wlecze się nieśmiały, a Robino zostaje się na samym ostatku, przeklinając upór swoich towarzyszów. Przybywają pod sam Dom, o którym z takim przestrachem mówili..."
(strona 45) " rżeń młotka, rozchodzi się tylko po całym domu, i ginie w oddaleniu. — Niema nikogo! powiada Edward. — Spróbujmy raz jeszcze, — dodaje Alfred — Uderza znowu dwa razy coraz mocniej; lecz cichość zupełna na ten stuk odpowiada. —..."
(strona 46) " — To ma minę pałacu, w porównaniu z chatką, w której nocowaliśmy dzisiaj — rzekł Alfred. — Prawda! miejsce jest prześliczne! dodał Edward zatrzymując się i przypatrując wiejskiemu domkowi. Te drzewa, których cień zdaje się..."
(strona 47) " — Czy wiesz, jak się ten pies nazywa? zapytał Edward górala, — Wiem, panie... bo kiedy Izora wychodzi czasem z nim w pole, słychać jak go wota... Smiały tu !.. Smiały!.. Edward zbliża się do drzwi i stuka zlekka, wołając..."
(strona 48) " rzeniu, czułemu razem i tchnącemu prostotą. Nosek ma mały i zgrabny, usta trochę szerokie ukazują za każdym uśmiechem, ząbki białe i równe jak perełki; włosy jasno-blond spadają na czoło i wdzięcznie ułożone są na głowie;..."
(strona 49) " o każdej godzinie pędzić sobie moje kozy? nie jestże to miło być użyteczną podróżnym?.. To mówiąc, pobiegła drzwi mieszkania swego otworzyć. — To smaczny kąsek! odezwał się po cichu Alfred do Edwarda. — Wszystko w niej..."
(strona 50) " Góral jak tylko widział zbliżająca się pasterkę, oddali! się. — Musiał pójść sobie — rzekł Edward. — Masz tobie! jeszcze jedna przeszkoda — mruknął Robino: Któż nas teraz poprowadzi? — Obejdziemy się bez niego, i..."
(strona 51) " ich po całym ogródku i odprowadza do domku. — Ten pies mię dziwi — rzekł Edward: wieśniak nie mógłby nas lepiej poprowadzić! — Sliczny jest, powiada Alfred — zdaje się być nawet jeszcze nie stary — ręczę, że tu w około..."
(strona 52) " woce, nabiał, masło, ustawione były z zachwycającym porządkiem i czystością. — To nierównie będzie smaczniejsze, jak polewka wieśniaków w Szadra! rzekł Alfred siadając do stołu. — Czemuż koło nas nie siądziesz ? odezwał..."
(strona 53) " po jej twarzy. Siniały usłyszał zmianę głosu swej pani; podniósł głowę, wstaje, patrzy na Izorę; i spoglądając na podróżnych, warczy, jakby ich pytał o przyczynę łez swojej pani — lecz ona pogłaskała go z lekka, a wierne..."
(strona 54) " — Pewnobym to samo zrobił na jego miejscu — rzeki Edward; Położenie twoje jest niebezpieczne... a wierność strzedz musi niewinności i wdzięków. Izora spojrzała na Edwarda i zdaje się dziękować mu uśmiechem, a Robino kiwa głową..."
(strona 55) " Dziewczę zdawało się być nieco przelęknione, lecz wkrótce przychodzi do siebie i odpowiada: O! tak!... napróżnoście panowie stukali. Edward patrzy z uwagą na Izorę, i stara się czytać w jey oczach, gdy Robino zrywa się z miejsca i..."
(strona 56) " ROZDZIAŁ IV. ROBINO WCHODZI W POSIADANIE SWEGO ZAMKU. Poszli tedy znowu drogą, która im góral wskazał, mającą ich do Sę't'Aman do prowadzić. Robino idzie naprzód; nagli towarzyszów, bieży, i wraca. Alfred i Edward nic na..."
(strona 57) " — Niby tak;.... zgrabne... jak wytoczone.. — A ja i tych wytoczonych nie lubię. — No to idźże sobie z panem Bogiem: — Właśnie też już idziemy i oddawna. Podróżni przechodzili piękne wzgórza winnicami obsadzone; widoki byty..."
(strona 58) " ale w moich oczach, ach! jakże się ładnie wydają!.. Słuchajcie, moje amorki!.. Dwaj chłopaki, nie wiedząc co to znaczą amorki, pędzili sobie dalej osła — Robino dogania ich i zatrzymuje: Słuchajcie, dzieci, mieszkacie koło..."
(strona 59) " będzie na drugi raz nauka, żebyśmy bredniom nie wierzyli. — Dziś moje dzieci, najecie się po uszy, obiecuję wam to, i wasz ojciec pozna com ja za jeden! Ale zróbcie mi jeszcze rzecz jedną. Biegajcie na przód — wszakżeście się nie..."
(strona 60) " Osioł jest wielki i mocny, ale nie osiodłany; Robino musi oklep jechać, a zamiast strzemion trzymać się za grzywę, siadł jednak z dobrą mina i zalecił chłopcu, żeby bardzo nie popędzał — a Alfred utrzymuje, iż nie mógł sobie..."
(strona 61) " rozczulenie... roskosz... tylkom co nie zleciał!.. Otaczają nowego dziedzica, który tylko co nie zasłabł. Nakoniec, rozwiązuje chustkę, zażywa tabaki, przychodzi do siebie i spogląda znowu na swój zamek, wołając: — Panowie!.. aż mi..."
(strona 62) " zeznać już mogą garstkę osób czatujących na cóś przed bramą. Był to Franciszek, uprzedzony od chłopca, który zgromadził na prędce kilka osób, odprowadziwszy ich od roboty, ażeby byli świadkami przybycia nowego właściciela...."
(strona 63) " nym czkawką: Otoż ktoś idzie... a naprzód osioł! — To Jaśnie Wielmożny dziedzic! odzywa się Franciszek: No panowie, razem, i zmiłujcie się — co najwięcej hałasu! Natychmiast powietrze rozlega się odgłosem piszczałek, krzyków,..."
(strona 64) " nął wreszcie pan Robino, ale że wpadł był w gnojowisko; umalował się na twarzy, koło oczu, na głowie i na sukni; lecz z radości, że przybył przecie i usłyszał tak harmonijne przyjęcie, nie uważa na to wcale. Z dumną miną..."
(strona 65) " krzyknikiem pochlebstwa; lecz dziś miło mi nowego powitać dziedzica. Bogdajbyś mogł wyrzec w tych murach: Inveni portuml czyli co na jedno wychodzi osiąść w Auwernii. Manili wierzyć stawie, która do mnie przez usta twego sługi..."
(strona 66) " kołaja; siadaj pan, wczoraj dopiero kuty... Robino wolałby może wejść do zamku piechotą; lecz nieśmie panu Szwal odmawiać; gramoli się więc na podjezdka, pod warunkiem, iż stępo pojedzie. Idą ku zamkowi, koło którego znać jeszcze..."
(strona 67) " O dniu trzykroć szczęśliwy!.. zdaje mi sic żem przytomny obrzędom Korybantów... zdaje mi się, że się wciskam do świątyni Cybeli!.. Dźwięk instrumentów, kwiaty... widzowie... nic nie braknie! — Tak, tak nic nie braknie! powtarza..."
(strona 68) " ROZDZIAŁ V . ZAMEK ROSZ - NUAR — WIEJSKA ZABAWA. Alfred i Edward poszli także odpocząć po trudach podróży. Franciszek zaprowadził ich do obszernych pokojów, gdzie znaleźli łóżka i materace, brakuje tylko prześcieradeł; ale..."
(strona 69) " przypadkiem.. dla próby. Ale gdzież ci panowie, Franciszku? — Odpoczywali — ale się już pobudzić musieli. — Franciszku, trzeba na dzisiejszą noc oporządzić łóżka, nie wypada, aby w Rosz-nuar spano bez prześcieradeł... Kupuj,..."
(strona 70) " dnik, bekając powoli, żeby mu się język nie poplątał, a murgrabia opiera się na krześle, żeby nie upadł — Otoż i cały dom mój! woła Robino. — Zdaje się być coś chwiejący rzeki z cicha Alfred. — Jakie tu miejsce zajmujesz?..."
(strona 71) " — Takich dziesięciu służących, zrujnowałoby cię mój Robino — odezwał się Alfred. — Więc jesteś murgrabią, mój kochany? — Tak! panie.... tak! Jaśnie Wielmożny panie; bo sługa pański, mówił nam, że lubisz te Jaśnie..."
(strona 72) " — A któż obiad gotuje? Franciszek spogląda na Wincentego, ten znowu patrzy na pana Kiunet, a pan Kiunet nic patrzy na nikogo, bo już nic nie widzi. — No i cóż?" zawołał rozgniewany Robino. Myślicie mnie nakarmić pająkami — czy..."
(strona 73) " śmy na wasze przybycie, nie pomoczyli ust, i patrzyli tylko jak drudzy piją.... dziś wieczór wszyscy będą tańcować! — Niech już dziś dadzą temu pokój, na drugi raz to odłożym. — Zaprosiłeśże ich przecie, za te piękne..."
(strona 74) " złota podobieństwa nawet nic maja, a malowidła wyglądają jak stare wachlarze!.. — Jak na barona, to wcale nie umiesz cenić starożytności, wspaniałej starożytności. Pieczę ze pan Edward lepiej czuje wartość tego zamku. —..."
(strona 75) " — Wielkie to dla nas szczęście — rzekł Alfred — anibym skosztował pewno potraw roboty pana weterynarza. W tej chwili pan Ferulus, od stop do głowy czarno ubrany, trzymając pod pachą kapelusz, który oddawna wyrzekł się kształtu,..."
(strona 76) " iż obiad gotowy — co, przecie kończy te ceremonję. Idą więc wszyscy do jadalnej sali, gdzie stół nakryto, na pierwszem miejscu Franciszek postawił ogromne stare krzesło na kółkach, o całą stopę wyższe od innych. Musiało ono..."
(strona 77) " dwudziestu pięciu; i uczę ich wszystkiego!... kiedy z rąk moich wyjdą, wszystkich przekonywają, gromią, zwyciężają siłą loiki!... Sztuki piękne, filozofją, fizykę, filologiją, chemiją, matematykę, języki umarłe, żyjące,..."
(strona 78) " — Domie Białym?.. zdaje mi się!... czy nie jest to tylko szkółka żeńska — Nie, nie wcale, jestto dom pusty, będący postrachem okolicy. — Aha! przypominam sobie!. gadaliśmy o tem z uczniami memi, i chodziliśmy nawet na dolinę,..."
(strona 79) " dwadzieścia tysięcy franków rocznego odchodu, i ktory pijał same stare, fabrykowane wina!., o! mój Boże! jak mi tam dobrze było!.. chodziłam zawsze ubrana, by jaka pani!.. i pewnobym tam do tej pory służyła; gdybym się nie..."
(strona 80) " która jest najlepiej ubrana, a pan Ferulus widząc, ie wszyscy tańcują, porywa najbliżej siedzącą, chcąc naprzeciw pana Rosz-nuar figurować. Zaczynają się tańce; muzyka wieśniacza wcale niejest melodyjna, ale wesoła i huczna, a..."
(strona 81) " Panowie Wincenty i Kiunet nie tańcowali, lecz od samego początku pili a pili... Pan Wincenty był strasznie zły kiedy się upił, matą rzeczą można go było wówczas rozgniewać, bit i tłuki kto się nawinął. Powadził się był z jednym..."
(strona 82) " łał Alfred wracając z Edwardem wypchnąwszy Auwernijaków. — Oho! będę ja ją długo pamiętał tę zabawę! rzekł Robino, trzymając się za boki. Niech mie licho weźmie, jeżeli im kiedykolwiek znowu tańcować pozwolę u siebie!.. Oh!..."
(strona 83) " ROZDZIAŁ VI. ODWIEDZINY U IZORY. Edward wstał ze świtem, nic myśląc dnia tego spędzić na oglądaniu zaniku Rosz-nuar, obiecuje sobie daleko większą przyjemność; chce się widzieć z piękną pasterką, pójść na. dolinę, gdzie..."
(strona 84) " baczą!.:. Juściż to zupełnie bez sensu opuszczać tak tę dziewczynę, narażoną na tysiąc niebezpieczeństw... O co tez ja się turbuję ?.. raz ją tylko widziałem... ledwiem do niej kilka słów przemówił.. Mamże się jak Alfred od..."
(strona 85) " dziwienie na widok przychodnia; wkrótce jednak zdaje się go poznawać i uśmiech przebiega po jej ustach. Wstaje nakoniec, widząc zbliżającego się coraz bardziej Edwarda. — Siedź!.. siedź! nie przeszkadzam " rzeki Edward dość..."
(strona 86) " kieś tajemne nieukontentowanie go gryzie, i pomyślał sobie, że gdyby tu był Robino, pewnoby zrobił uwagę, iż to dziewczę wiele odbiera podarunków. — Mój Boże, możeś pan nie jadł śniadania? zawołała nagle pastereczka: Może..."
(strona 87) " — Dwie mile!.. to być musi bardzo daleko!., jam nigdy tych gór nawet nie przeszła. — Nie byłaś więc nigdy w Sę't'Aman? — O! nie panie... zabroniono mi złych gór się oddalać. — Któż ci to mógł zabronić, kiedy sama jedna..."
(strona 88) " ryby ich dopilnował; lecz trzeba, żeby ktokolwiek pozostał w domu. — Czyż nigdy, żaden góral, nie przyjdzie pomówić z tobą Izoro? — O! nie, panie... nigdy!... — A z podróżnych, przechodzących tą doliną, niktże, tak jak ja..."
(strona 89) " wczynę, której wszystkie rysy, tak doskonałą niewinnością oddychają. Po takich kilku chwilach, czuje iż mu już czas wracać do zaniku; bo radby żeby nikt nie postrzegł jego niebytności, a przynajmniej zęby mógł ukryć swoją..."
(strona 90) " — Musiał już pana poznać, rzekło dziewczę. Edward zbliża się do Śmiałego, głaszcze go, a pies się nie broni, lecz tylko na swoją panie spogląda, jakby ją pytał, czy ten jegomość należy do liczby jej przyjaciół. — Wkrótce..."
(strona 2) " Wolno drukować z obowiązkiem złożenia trzech exemplarzy w Komitecie Cenzury. Wilno, 9 sierpnia 1802 roku. Michał Oczapowski, Cenzor. ROZDZIAŁ I. PODRÓZ W GÓRACH. Opuszczając Klermą, trzej podróżni poszli z początku..."
(strona 3) " łacie się!... zboczym z drogi!... sto razy więcej nachodzim się niż potrzeba." Alfred i Edward nie słuchają go. Biegną naprzód, i zatrzymując się na wierzchołku góry, wołają: Co za kraj!... jak urozmaicone przyrodzenie!... Tu..."
(strona 4) " — A czy nie widać tam także mego zaniku? odzywa się Robino. — O! jest ich tu ze dwanaście!" Te słowa nakłoniły go do wdrapania się na górę. Przybywa potem zlany, i spogląda w około, ocierając czoło. "Cóż? nie kontentże..."
(strona 5) " mona płynie od Sę Satiurnę, o pół mili od Sę't'Aman.... Ot tu! jak ja palcem pokazuję!... — Cóż to jest, ten Sę Satiurnę? — Wielka wieś, było to dawniej miasto.... nawet forteca.... — Czy niema tam gdzie zamku? pyta Robino. —..."
(strona 6) " najpotrzebniejszej rzeczy, to jest o drodze, jaką nam iść trzeba do Sę't'Aman, a tem samem i do mego zamku, który leży w bliskości. — Do Sę't'Aman, zejdziecie panowie naprzód prosto... potem na lewo... koło Krest... a ztamtąd..."
(strona 7) " się lękasz, abyśmy ci się raz jeszcze nic wymknęli. — Choćby i tak było, jestże wtem co złego, żem niecierpliwy poznać coprędzej moją posiadłość ? — Kilka godzin wcześniej czy poźniej, czyż to co stanowi? — Ty jak na..."
(strona 8) " od nich. przerywa Robino tupiąc nogą z niecierpliwości. — Ja myślę, odzywa się Alfred, że tu byłoby bardzo przyjemnie spacerować z ładną jaką kobieciną.. Od kwadransa nie spotkaliśmy nikogo!... to przecudownie. Kiedy się jakie..."
(strona 9) " — To już zanadto, mości panowie! czyżeście nigdy koz nie widzieli!... że się im tak pilnie przypatrujecie.... zdaje mi się, że tutejsze tak samo zupełnie wyglądają, jak Paryskie... nawet pewno brzydsze; gdybyż to jeszcze lew, albo..."
(strona 10) " mego ani widać. — Siódma dochodzi! ij zaczynam się czuć zmordowanym. — A mnie jeść się chce, odpowiada Alfred — widać że tych gór powietrze do trawienia pomaga. " Dwaj przyjaciele nie mogą się wstrzymać od śmiechu, widząc..."
(strona 11) " — Możemy! czemu nie — natychmiast, choćbyście i nie zapłacili, nam o to nie idzie! — Otoż widzicie panowie, powiada Edward, że dotąd jeszcze prawa gościnności istnieją... ci Judzie nas nie znają... a jednak chcą nas darmo..."
(strona 12) " mieć kobietę woźnicę, dżokejem, lub lokajem. Pięknieby to było, mieć furmana w spodniczce! — Przebrałbyś je po męsku. — Na to się wcale nie zgadzam, przebąknął Edward, im w tym stroju tak do twarzy! "Prawda tylko jest..."
(strona 13) " ławkę, i bieży do wieśniaka. — Naści talara, przyjacielu, a powiedz rai, zmiłuj się, co tylko wiesz o tym zamku! — Pan jesteś wspaniały, jesteś nadto!... — Jestem właścicielem tego zamku, o którym powiadasz, iż był oblegany...."
(strona 14) " mnie!... lecz teraz przynajmniej spokojniejszy już jestem!.. Zresztą, mój kochany, powiedz mi, jak daleko z tąd do mego zamku? — Tak! lekkie trzy mile... — Trzy mile!.. a którędyź iść mamy ? — O! teraz!.. do licha... to samemi..."
(strona 15) " Te niedostępne skały, i kręte drożyny, Strumienie czyste i wdzięczne krzewin !.. — Ósma dochodzi, a my pewno po tych krętych drożynach karku nadkręcim!... — Tu mię wszystko zachwyci, wszystko mie poruszy..."
(strona 16) " tąd, jeśli Pan Bóg pozwoli, do mego zamku. Trzej podróżni żegnają wieśniaków, i ruszają; Alfred tańcując, Edward odczytując swoje wiersze; a Robino, co chwila patrząc na zegarek. ROZDZIAŁ II. DOM BIAŁY. Szli dość długo w..."
(strona 17) " jomym!... Co krok, wpaść możem w jaką przepaść, lub co najmniej, potoczyć się po jakiej pochyłości!... I cośmy mieli zbliżyć się do mego zamku, to się może jeszcze od niego oddalim;... i panowie jeszcze się śmiejecie! tego..."
(strona 18) " dzic! z wystrzałami, i tam dalej, na wzór podobnych zabaw ludu. — Nie, nie, panowie — nic nie rozkazałem; lecz znam gorliwość Franciszka; pewno wypaplał, ze ja przybędę; a to naturalnie, musiało na ludziach zrobić..."
(strona 19) " Edward się zatrzymuje i zaczyna mówić tonem jękliwym: ... gdzież jestem? jakaż, noc pokrywa Ciemną zasłona, światła konające... Widzę mury krwią zlane! Eumenida mściwa Pochodnie swoje wstrząsa gorejące... Tysiąc..."
(strona 20) " gorz!... Jezus! Marija!.. cóś zaryczało koło nas?... — Przepraszam... zabeczało tylko ! zbliżamy się do jakiegoś folwarku... — Do jaskini! — Brawo! panowie, widzę światło,... bardzo wprawdzie maleńkie; ale zawsze światło. —..."
(strona 21) " tredowi, biegnącemu ku największej chałupce. — Poczekaj!.. naradźmy się wprzódy: czy rostropnie to tak leźć w ręce tym, którzy tu mieszkają? — Ach! dajże nam pokój! — Przynajmniej pochowajcie dewizki od zegarków, bardzo..."
(strona 22) " dzi, za nim Edward, a Robino niechcąc się sani jeden pozostać, idzie także za niemi do chatki. Wewnątrz była ona większa, niżeli się zdawała po wierzchu. Pokryła była dachem spiczastym, a światło do niej zgóry wpadało. Na dole..."
(strona 23) " — Szadra" odpowiada starzec. — Szadra, odzywa sie znowu Robino to?.. Szadra?.. i, oni to wsią nazywają!... piękna wieś, jabym tu moich koni nie postawił. Niesłuchając tego, pasterz, który ich wprowadził, daje znak rozkazujący trzem..."
(strona 24) " — Umhu! dodaje Robino — zapłacim tam... w mieście, tam zostawiliśmy pieniądze. Przez czas niejaki wieśniacy poglądają po sobie w milczeniu; nakoniec ojciec się odzywa: Cóż, czy chcecie pójść, malcy? Chłopcy zdają się..."
(strona 25) " szkańcy małej wioseczki, zamurowanej w górach, dalekiej od gościńców, którzy zdają się jeszcze zachowywać obyczaje dawnych wieków; wierzą w błędne bajki, którym my już oddawna wiary nie dajem. Pytanie nawet, czy i my całkiem od..."
(strona 26) " ten Dom Biały, jest silniejsza nad wszystkie względy. — Na honor! powiada Alfred, ponieważ ci górale uparli się i przededniem poprowadzić nas niechcą; pozostaje nam tylko tutaj przenocować. — Przenocujem!... rzecze Edward. Mam..."
(strona 27) " gościnność, cnoty rzadkie między ludźmi rozsądnymi, dowcipnymi i uczonymi. Jak tylko ułożono, że podróżni maja nocować w chatce, Alfred i Edward rozgościli się zupełnie, jakby byli domowi: śmieją się, śpiewają, gawędzą z..."
(strona 28) " — Jeżeli to człowiek Diogenesa; przerwał Robino, kołysząc się na ławce: to przyznać należy, że wcale czysto i ładnie wygląda! — Co tu macie w tym tyglu? — Zapewne, to wasza wieczerza, powiada Alfred. — Tak! panie! to polewka...."
(strona 29) " zechcą cię nawet może naśladować; co, osobliwie w wielkich uroczystościach, bardzo będzie zabawne! Podczas tej rozmowy, gospodyni rozdawała drewniane talerze i łyżki. Staruszek krajał chleb razowy. A Robino nawet mimo odrazy, bierze..."
(strona 30) " ły się niepłodne... a do kogoż ten don, należy? — Otoż w tem sęk! mój panie — bo od lat dwudziestu jak go zbudowano, nikt w nim nie mieszkał... aż teraz niedawno djabli się tam rozkwaterowali. Otoż, o trzysta kroków od Białego..."
(strona 31) " nim więcej nie wiadomo. Ale co najdziwniejsza, że ten jegomość posprowadzał tu meble i wszystko czego tylko było trzeba; a potem sam nie mieszkał tu, pojechał zaraz, i odtąd nie wrócił... co daje domyślenia, że przeklęty szatan..."
(strona 32) " — Otoż to, że się wcale nic bała; bo kiedy kto o tem wspomniał pani Sarpiottowej; odpowiadała, żeśmy głupi, i że to do nas nie należało! — Mocnego musiała być ducha ta pani wdowa. — Już ja tam niewiem, czy ona miała ducha,..."
(strona 33) " — A czemże? chłopcem? rzekł uśmiechając się Alfred. — O nie! panie — i nie to nawet; bo widzicie panowie, uważaliśmy że od jej przybycia do Andrzeja zaczęły się te wszystkie dziwy. Przedali dom jakiemuś jegomości, który się..."
(strona 34) " tego domu, i wszyscy natychmiast wymierają... — Tak, w przeciąga lat piętnastu... — To ona tam teraz mieszka sama jedna? — Samiuteńka;... tuż koło Białego Domu, gdzie mybyśmy nawet przebywać nie chcieli!.. To rzecz dziwna! A..."
(strona 35) " kimś zielem, a koza Johasi, co to miała jakąś naróść pod brzuchem — i ją Izora uzdrowiła jakimś olejkiem, który jej, pić data. — Co ? to ona wyleczyła Johasinę kozę! zawołał pasterz. O! moja miia! niechby mi wszystkie kozy..."
(strona 36) " — Nie! ja jestem jej zdania — powiada Riobino: Każda czarownica musi być szkaradną. — Jaka ona jest, to jest — dodaje pasterz, to tylko pewno, ze od niej każdy unika, kiedy pójdzie jedną stroną, wszyscy idą druga. Jak tylko ona..."
(strona 37) " Szatański Zamek (le Ch ât eau du Diable) dawanej niegdyś na miejskim teatrze, to jest, odwiedzić ten dom zaczarowany, i uwolnić młodą Izorę, która jest może przebraną księżniczką, od czarów, które ją przy jej krowach i..."
(strona 38) " do której zamiast drzwi służy wejście zawieszone zasłoną z grubego płótna. Lecz nim poszedł do żony — gospodarz zgasił lampę, i błędne tylko ognia płomyki oświecają wnętrze chatki. — Na cóż gasisz światło? woła Robino...."
(strona 39) " — Jakto! co mi się stało? wszak ci to wy na noc drzwi nie zamykacie... lada złodziej wejść może i pozarzynać nas!.. — O! u nas nie ma złodziejów!.. coby on u nas ukradł? — U was!.. tak! co za samolubstwo!... oni tylko o sobie..."
(strona 40) " rzyną!.. Hej! Alfredzie! Alfredzie, a czy dobrze tam tobie na słomie? — Mój kochany — odzywa się Alfred poziewajac: Nowość stanowi wdzięk dzisiejszego naszego położenia... mnie się to tak pociesznie wydaje, spać na słomie... gdyby..."
(strona 41) " statka, w mocnem przekonaniu, iż sam djabeł przyszedł mu oddać wizytę — wysuwa się z pod niego i wrzeszczy: — Panowie obudźcie się! broda! broda! djabli tu chodzą! namacałem rogi!.. — Cicho! tchórzu! odezwał się przebudzony..."
(strona 42) " ROZDZIAŁ III. IZORA. Trzej podróżni szli wesoło, unosząc się nad wschodem słońca, który daleko piękniej wygląda w górach, niż w Paryżu z okna, lub piaskiem posypanej ogrodowej ulicy. Klodijusz szedł naprzód ukazując im..."
(strona 43) " wołał Alfred, prawdziwie nic w nim strasznego nic widzę... Co za prześliczne położenie; jaka roskoszna dolina... jeżeli tu sobie djabeł obrał mieszkanie — trzeba mu oddać sprawiedliwość, że niezły umiał wybor zrobić. Pasterz nic..."
(strona 44) " Alfred i Edward idą szybkim krokiem ku Białemu Domowi; za niemi góral wlecze się nieśmiały, a Robino zostaje się na samym ostatku, przeklinając upór swoich towarzyszów. Przybywają pod sam Dom, o którym z takim przestrachem mówili..."
(strona 45) " rżeń młotka, rozchodzi się tylko po całym domu, i ginie w oddaleniu. — Niema nikogo! powiada Edward. — Spróbujmy raz jeszcze, — dodaje Alfred — Uderza znowu dwa razy coraz mocniej; lecz cichość zupełna na ten stuk odpowiada. —..."
(strona 46) " — To ma minę pałacu, w porównaniu z chatką, w której nocowaliśmy dzisiaj — rzekł Alfred. — Prawda! miejsce jest prześliczne! dodał Edward zatrzymując się i przypatrując wiejskiemu domkowi. Te drzewa, których cień zdaje się..."
(strona 47) " — Czy wiesz, jak się ten pies nazywa? zapytał Edward górala, — Wiem, panie... bo kiedy Izora wychodzi czasem z nim w pole, słychać jak go wota... Smiały tu !.. Smiały!.. Edward zbliża się do drzwi i stuka zlekka, wołając..."
(strona 48) " rzeniu, czułemu razem i tchnącemu prostotą. Nosek ma mały i zgrabny, usta trochę szerokie ukazują za każdym uśmiechem, ząbki białe i równe jak perełki; włosy jasno-blond spadają na czoło i wdzięcznie ułożone są na głowie;..."
(strona 49) " o każdej godzinie pędzić sobie moje kozy? nie jestże to miło być użyteczną podróżnym?.. To mówiąc, pobiegła drzwi mieszkania swego otworzyć. — To smaczny kąsek! odezwał się po cichu Alfred do Edwarda. — Wszystko w niej..."
(strona 50) " Góral jak tylko widział zbliżająca się pasterkę, oddali! się. — Musiał pójść sobie — rzekł Edward. — Masz tobie! jeszcze jedna przeszkoda — mruknął Robino: Któż nas teraz poprowadzi? — Obejdziemy się bez niego, i..."
(strona 51) " ich po całym ogródku i odprowadza do domku. — Ten pies mię dziwi — rzekł Edward: wieśniak nie mógłby nas lepiej poprowadzić! — Sliczny jest, powiada Alfred — zdaje się być nawet jeszcze nie stary — ręczę, że tu w około..."
(strona 52) " woce, nabiał, masło, ustawione były z zachwycającym porządkiem i czystością. — To nierównie będzie smaczniejsze, jak polewka wieśniaków w Szadra! rzekł Alfred siadając do stołu. — Czemuż koło nas nie siądziesz ? odezwał..."
(strona 53) " po jej twarzy. Siniały usłyszał zmianę głosu swej pani; podniósł głowę, wstaje, patrzy na Izorę; i spoglądając na podróżnych, warczy, jakby ich pytał o przyczynę łez swojej pani — lecz ona pogłaskała go z lekka, a wierne..."
(strona 54) " — Pewnobym to samo zrobił na jego miejscu — rzeki Edward; Położenie twoje jest niebezpieczne... a wierność strzedz musi niewinności i wdzięków. Izora spojrzała na Edwarda i zdaje się dziękować mu uśmiechem, a Robino kiwa głową..."
(strona 55) " Dziewczę zdawało się być nieco przelęknione, lecz wkrótce przychodzi do siebie i odpowiada: O! tak!... napróżnoście panowie stukali. Edward patrzy z uwagą na Izorę, i stara się czytać w jey oczach, gdy Robino zrywa się z miejsca i..."
(strona 56) " ROZDZIAŁ IV. ROBINO WCHODZI W POSIADANIE SWEGO ZAMKU. Poszli tedy znowu drogą, która im góral wskazał, mającą ich do Sę't'Aman do prowadzić. Robino idzie naprzód; nagli towarzyszów, bieży, i wraca. Alfred i Edward nic na..."
(strona 57) " — Niby tak;.... zgrabne... jak wytoczone.. — A ja i tych wytoczonych nie lubię. — No to idźże sobie z panem Bogiem: — Właśnie też już idziemy i oddawna. Podróżni przechodzili piękne wzgórza winnicami obsadzone; widoki byty..."
(strona 58) " ale w moich oczach, ach! jakże się ładnie wydają!.. Słuchajcie, moje amorki!.. Dwaj chłopaki, nie wiedząc co to znaczą amorki, pędzili sobie dalej osła — Robino dogania ich i zatrzymuje: Słuchajcie, dzieci, mieszkacie koło..."
(strona 59) " będzie na drugi raz nauka, żebyśmy bredniom nie wierzyli. — Dziś moje dzieci, najecie się po uszy, obiecuję wam to, i wasz ojciec pozna com ja za jeden! Ale zróbcie mi jeszcze rzecz jedną. Biegajcie na przód — wszakżeście się nie..."
(strona 60) " Osioł jest wielki i mocny, ale nie osiodłany; Robino musi oklep jechać, a zamiast strzemion trzymać się za grzywę, siadł jednak z dobrą mina i zalecił chłopcu, żeby bardzo nie popędzał — a Alfred utrzymuje, iż nie mógł sobie..."
(strona 61) " rozczulenie... roskosz... tylkom co nie zleciał!.. Otaczają nowego dziedzica, który tylko co nie zasłabł. Nakoniec, rozwiązuje chustkę, zażywa tabaki, przychodzi do siebie i spogląda znowu na swój zamek, wołając: — Panowie!.. aż mi..."
(strona 62) " zeznać już mogą garstkę osób czatujących na cóś przed bramą. Był to Franciszek, uprzedzony od chłopca, który zgromadził na prędce kilka osób, odprowadziwszy ich od roboty, ażeby byli świadkami przybycia nowego właściciela...."
(strona 63) " nym czkawką: Otoż ktoś idzie... a naprzód osioł! — To Jaśnie Wielmożny dziedzic! odzywa się Franciszek: No panowie, razem, i zmiłujcie się — co najwięcej hałasu! Natychmiast powietrze rozlega się odgłosem piszczałek, krzyków,..."
(strona 64) " nął wreszcie pan Robino, ale że wpadł był w gnojowisko; umalował się na twarzy, koło oczu, na głowie i na sukni; lecz z radości, że przybył przecie i usłyszał tak harmonijne przyjęcie, nie uważa na to wcale. Z dumną miną..."
(strona 65) " krzyknikiem pochlebstwa; lecz dziś miło mi nowego powitać dziedzica. Bogdajbyś mogł wyrzec w tych murach: Inveni portuml czyli co na jedno wychodzi osiąść w Auwernii. Manili wierzyć stawie, która do mnie przez usta twego sługi..."
(strona 66) " kołaja; siadaj pan, wczoraj dopiero kuty... Robino wolałby może wejść do zamku piechotą; lecz nieśmie panu Szwal odmawiać; gramoli się więc na podjezdka, pod warunkiem, iż stępo pojedzie. Idą ku zamkowi, koło którego znać jeszcze..."
(strona 67) " O dniu trzykroć szczęśliwy!.. zdaje mi sic żem przytomny obrzędom Korybantów... zdaje mi się, że się wciskam do świątyni Cybeli!.. Dźwięk instrumentów, kwiaty... widzowie... nic nie braknie! — Tak, tak nic nie braknie! powtarza..."
(strona 68) " ROZDZIAŁ V . ZAMEK ROSZ - NUAR — WIEJSKA ZABAWA. Alfred i Edward poszli także odpocząć po trudach podróży. Franciszek zaprowadził ich do obszernych pokojów, gdzie znaleźli łóżka i materace, brakuje tylko prześcieradeł; ale..."
(strona 69) " przypadkiem.. dla próby. Ale gdzież ci panowie, Franciszku? — Odpoczywali — ale się już pobudzić musieli. — Franciszku, trzeba na dzisiejszą noc oporządzić łóżka, nie wypada, aby w Rosz-nuar spano bez prześcieradeł... Kupuj,..."
(strona 70) " dnik, bekając powoli, żeby mu się język nie poplątał, a murgrabia opiera się na krześle, żeby nie upadł — Otoż i cały dom mój! woła Robino. — Zdaje się być coś chwiejący rzeki z cicha Alfred. — Jakie tu miejsce zajmujesz?..."
(strona 71) " — Takich dziesięciu służących, zrujnowałoby cię mój Robino — odezwał się Alfred. — Więc jesteś murgrabią, mój kochany? — Tak! panie.... tak! Jaśnie Wielmożny panie; bo sługa pański, mówił nam, że lubisz te Jaśnie..."
(strona 72) " — A któż obiad gotuje? Franciszek spogląda na Wincentego, ten znowu patrzy na pana Kiunet, a pan Kiunet nic patrzy na nikogo, bo już nic nie widzi. — No i cóż?" zawołał rozgniewany Robino. Myślicie mnie nakarmić pająkami — czy..."
(strona 73) " śmy na wasze przybycie, nie pomoczyli ust, i patrzyli tylko jak drudzy piją.... dziś wieczór wszyscy będą tańcować! — Niech już dziś dadzą temu pokój, na drugi raz to odłożym. — Zaprosiłeśże ich przecie, za te piękne..."
(strona 74) " złota podobieństwa nawet nic maja, a malowidła wyglądają jak stare wachlarze!.. — Jak na barona, to wcale nie umiesz cenić starożytności, wspaniałej starożytności. Pieczę ze pan Edward lepiej czuje wartość tego zamku. —..."
(strona 75) " — Wielkie to dla nas szczęście — rzekł Alfred — anibym skosztował pewno potraw roboty pana weterynarza. W tej chwili pan Ferulus, od stop do głowy czarno ubrany, trzymając pod pachą kapelusz, który oddawna wyrzekł się kształtu,..."
(strona 76) " iż obiad gotowy — co, przecie kończy te ceremonję. Idą więc wszyscy do jadalnej sali, gdzie stół nakryto, na pierwszem miejscu Franciszek postawił ogromne stare krzesło na kółkach, o całą stopę wyższe od innych. Musiało ono..."
(strona 77) " dwudziestu pięciu; i uczę ich wszystkiego!... kiedy z rąk moich wyjdą, wszystkich przekonywają, gromią, zwyciężają siłą loiki!... Sztuki piękne, filozofją, fizykę, filologiją, chemiją, matematykę, języki umarłe, żyjące,..."
(strona 78) " — Domie Białym?.. zdaje mi się!... czy nie jest to tylko szkółka żeńska — Nie, nie wcale, jestto dom pusty, będący postrachem okolicy. — Aha! przypominam sobie!. gadaliśmy o tem z uczniami memi, i chodziliśmy nawet na dolinę,..."
(strona 79) " dwadzieścia tysięcy franków rocznego odchodu, i ktory pijał same stare, fabrykowane wina!., o! mój Boże! jak mi tam dobrze było!.. chodziłam zawsze ubrana, by jaka pani!.. i pewnobym tam do tej pory służyła; gdybym się nie..."
(strona 80) " która jest najlepiej ubrana, a pan Ferulus widząc, ie wszyscy tańcują, porywa najbliżej siedzącą, chcąc naprzeciw pana Rosz-nuar figurować. Zaczynają się tańce; muzyka wieśniacza wcale niejest melodyjna, ale wesoła i huczna, a..."
(strona 81) " Panowie Wincenty i Kiunet nie tańcowali, lecz od samego początku pili a pili... Pan Wincenty był strasznie zły kiedy się upił, matą rzeczą można go było wówczas rozgniewać, bit i tłuki kto się nawinął. Powadził się był z jednym..."
(strona 82) " łał Alfred wracając z Edwardem wypchnąwszy Auwernijaków. — Oho! będę ja ją długo pamiętał tę zabawę! rzekł Robino, trzymając się za boki. Niech mie licho weźmie, jeżeli im kiedykolwiek znowu tańcować pozwolę u siebie!.. Oh!..."
(strona 83) " ROZDZIAŁ VI. ODWIEDZINY U IZORY. Edward wstał ze świtem, nic myśląc dnia tego spędzić na oglądaniu zaniku Rosz-nuar, obiecuje sobie daleko większą przyjemność; chce się widzieć z piękną pasterką, pójść na. dolinę, gdzie..."
(strona 84) " baczą!.:. Juściż to zupełnie bez sensu opuszczać tak tę dziewczynę, narażoną na tysiąc niebezpieczeństw... O co tez ja się turbuję ?.. raz ją tylko widziałem... ledwiem do niej kilka słów przemówił.. Mamże się jak Alfred od..."
(strona 85) " dziwienie na widok przychodnia; wkrótce jednak zdaje się go poznawać i uśmiech przebiega po jej ustach. Wstaje nakoniec, widząc zbliżającego się coraz bardziej Edwarda. — Siedź!.. siedź! nie przeszkadzam " rzeki Edward dość..."
(strona 86) " kieś tajemne nieukontentowanie go gryzie, i pomyślał sobie, że gdyby tu był Robino, pewnoby zrobił uwagę, iż to dziewczę wiele odbiera podarunków. — Mój Boże, możeś pan nie jadł śniadania? zawołała nagle pastereczka: Może..."
(strona 87) " — Dwie mile!.. to być musi bardzo daleko!., jam nigdy tych gór nawet nie przeszła. — Nie byłaś więc nigdy w Sę't'Aman? — O! nie panie... zabroniono mi złych gór się oddalać. — Któż ci to mógł zabronić, kiedy sama jedna..."
(strona 88) " ryby ich dopilnował; lecz trzeba, żeby ktokolwiek pozostał w domu. — Czyż nigdy, żaden góral, nie przyjdzie pomówić z tobą Izoro? — O! nie, panie... nigdy!... — A z podróżnych, przechodzących tą doliną, niktże, tak jak ja..."
(strona 89) " wczynę, której wszystkie rysy, tak doskonałą niewinnością oddychają. Po takich kilku chwilach, czuje iż mu już czas wracać do zaniku; bo radby żeby nikt nie postrzegł jego niebytności, a przynajmniej zęby mógł ukryć swoją..."
(strona 90) " — Musiał już pana poznać, rzekło dziewczę. Edward zbliża się do Śmiałego, głaszcze go, a pies się nie broni, lecz tylko na swoją panie spogląda, jakby ją pytał, czy ten jegomość należy do liczby jej przyjaciół. — Wkrótce..."
www.cezar-wieszaki.pl