Dom biały. T. 2 (Kock Paul)
Strona 15
Te niedostępne skały, i kręte drożyny,
Strumienie czyste i wdzięczne krzewin !..
— Ósma dochodzi, a my pewno po tych krętych drożynach karku nadkręcim!...
— Tu mię wszystko zachwyci, wszystko mie poruszy
Wszystko nowym językiem przemawia do duszy.
— Już to wcale niezgrabne żarty, panie Edwardzie, bo tu prócz mnie, nikt do ciebie nie przemawia!
— No! kochany Julijuszu, jakże ci się te wierszyki podobają? rzekł Edward wstając i chowając pulares do kieszeni.
— Śliczne... wyborne;... ale to tylko bieda, że jak zaczniesz je; pisać. to my tu w górach będziemy musieli nocować, co mi się wcale nie będzie podobało.
— Może chcesz żebym ci je raz jeszcze odczytał?...
— Nie, nie, czas już nam iść dawne
Strumienie czyste i wdzięczne krzewin !..
— Ósma dochodzi, a my pewno po tych krętych drożynach karku nadkręcim!...
— Tu mię wszystko zachwyci, wszystko mie poruszy
Wszystko nowym językiem przemawia do duszy.
— Już to wcale niezgrabne żarty, panie Edwardzie, bo tu prócz mnie, nikt do ciebie nie przemawia!
— No! kochany Julijuszu, jakże ci się te wierszyki podobają? rzekł Edward wstając i chowając pulares do kieszeni.
— Śliczne... wyborne;... ale to tylko bieda, że jak zaczniesz je; pisać. to my tu w górach będziemy musieli nocować, co mi się wcale nie będzie podobało.
— Może chcesz żebym ci je raz jeszcze odczytał?...
— Nie, nie, czas już nam iść dawne
A! ten Alfred tańcuje jak szalony!.. Chłopiec takiego urodzenia, baron! wierci się z jakąś Auwernijaczką!.. Alfredzie!.. Alfredzie!...
— Zaraz, zaraz! tylko się tego młynka nauczę, rzekł Alfred nie przestając tańcować i okręcając się z dziewczyną.
Skończył się taniec wreszcie; Alfred ucałował wieśniaczkę, i wraca do towarzyszów.
— Taniec Auwernijaków nie jest lekki i powietrzny, powiada on; lecz ręczę panów, że ma swoje zalety. Zamawiam więc sobie, mój kochany Robino, że będę tańcował ze wszystkiemi twojemi poddankami.
— Czy już koniec, panowie?
— Tak, służę ci — idziemy.
— No, idźmyż, proszę prędzej... Ta droga poprowadzi nas do Szadra, a ztam-
— Zaraz, zaraz! tylko się tego młynka nauczę, rzekł Alfred nie przestając tańcować i okręcając się z dziewczyną.
Skończył się taniec wreszcie; Alfred ucałował wieśniaczkę, i wraca do towarzyszów.
— Taniec Auwernijaków nie jest lekki i powietrzny, powiada on; lecz ręczę panów, że ma swoje zalety. Zamawiam więc sobie, mój kochany Robino, że będę tańcował ze wszystkiemi twojemi poddankami.
— Czy już koniec, panowie?
— Tak, służę ci — idziemy.
— No, idźmyż, proszę prędzej... Ta droga poprowadzi nas do Szadra, a ztam-
www.cezar-wieszaki.pl