Dom biały. T. 2 (Kock Paul)
Strona 4
— A czy nie widać tam także mego zaniku? odzywa się Robino.
— O! jest ich tu ze dwanaście!"
Te słowa nakłoniły go do wdrapania się na górę. Przybywa potem zlany, i spogląda w około, ocierając czoło.
"Cóż? nie kontentże jesteś, żeś się tu dostał? rzecze Alfred — czyżto nie warto trochę się zmordować dla tego widoku, panie Julijaszu?
— Przyznaję, panowie, że to ładne... widać daleko.... lecz w Dioramie panów Dager i Bulą (Daguerre, Bouton), widziałem wiele podobnych!...
— Mój kochany!
Diorama jest wprawdzie bardzo zachwycającą rzeczą; niepodobna dalej posunąć illuzii, doskonałości szczegółów i całości; lecz sztuka nie powinna być przeszkodą do uwielbiania natury!
— Mówcie co chcecie panowie, ja wo-
lę Dioramę: przynajmniej mi zaraz tłumaczą, na co ja patrzę; a tu sam nie wiem co mam przed oczyma... Oto ta wieś naprzykład... Bógże ją wie co ona za jedna?
— Czekaj, czekaj! ten wieśniak nadchodzący bedzie naszym cicerone."
Zbliżał się chłopek z rydlem i motyką na ramieniu, i miał właśnie schodzić z góry, kiedy go Alfred zawołał, i chłopek przyszedł z niskim ukłonem. W Auwernii więcej daleko jest grzeczności, niżeli w okolicach Paryża.
— "Mój dobry człowiecze, czy nie byłbyś łaskaw powiedzieć nam, co to tam za miasteczko widać na dole... między dwóma rzekami?
— To?.. to Sę't'Aman... ładne miasteczko!... Ta rzeczułka którą tu widać, jestto Lawejra, wypływająca z Panija wioseczki, którą tam widać; łączy się ona z Lamoną, i obie wpadają do Allieru. La-