Dom biały. T. 2 (Kock Paul)
Strona 5
mona płynie od Sę Satiurnę, o pół mili od Sę't'Aman.... Ot tu! jak ja palcem pokazuję!...
— Cóż to jest, ten Sę Satiurnę?
— Wielka wieś, było to dawniej miasto.... nawet forteca....
— Czy niema tam gdzie zamku? pyta Robino.
— O! jest! jest zamek!
— I nazywa się zapewne La Rosz-nuar?
— A nie! chowaj Boże — nazywa się Sę Satiurnę.
— A gdzież leży La Rosz-nuar?
— Pan zapewne chce mówić o małej tej wioseczce, ot! tam! na dole, zowiącej się la Rosz-blansz!
— Ale nie! gdzież, u licha!... to mnie dziwi — ci Auwernijacy nie wiedzą nawet co mają pod nosem !
— A z tej strony mój kochany; przerwał Alfred — co za wioska ?
— Cóż to jest, ten Sę Satiurnę?
— Wielka wieś, było to dawniej miasto.... nawet forteca....
— Czy niema tam gdzie zamku? pyta Robino.
— O! jest! jest zamek!
— I nazywa się zapewne La Rosz-nuar?
— A nie! chowaj Boże — nazywa się Sę Satiurnę.
— A gdzież leży La Rosz-nuar?
— Pan zapewne chce mówić o małej tej wioseczce, ot! tam! na dole, zowiącej się la Rosz-blansz!
— Ale nie! gdzież, u licha!... to mnie dziwi — ci Auwernijacy nie wiedzą nawet co mają pod nosem !
— A z tej strony mój kochany; przerwał Alfred — co za wioska ?
— Jest to mieścina znawa Szanona (le Chanonat).
— Szanona! gdzie się Delil urodził? woła Edward.
— Tego nie wiem, paniczu... a co on robił ten Delil? pewno wino — musiał mieć swoją winnicę?!
— Nie, mój kochany, on robił cóś lepszego — był to poeta! ale lubił wieś, i nowy Wirgiliusz, rolnictwo w wierszach swoich opiewał!...
— Nieznałem go mój panie... "
Robino odwraca się ruszając ramionami i mruczy: "Jakie to cielęta, ci ludzie uczeni!... on gada wieśniakowi o poezii! wieśniakowi, który zna tylko swoje kaczki, żonę i dzieci!.. Już co ja to nigdy podobnego głupstwa nie zrobię."
Polem zbliżając się do wieśniaka odzywa się: "Mój przyjacielu, ci panowie pytają się o okolice, a nie myślą wcale o
— Szanona! gdzie się Delil urodził? woła Edward.
— Tego nie wiem, paniczu... a co on robił ten Delil? pewno wino — musiał mieć swoją winnicę?!
— Nie, mój kochany, on robił cóś lepszego — był to poeta! ale lubił wieś, i nowy Wirgiliusz, rolnictwo w wierszach swoich opiewał!...
— Nieznałem go mój panie... "
Robino odwraca się ruszając ramionami i mruczy: "Jakie to cielęta, ci ludzie uczeni!... on gada wieśniakowi o poezii! wieśniakowi, który zna tylko swoje kaczki, żonę i dzieci!.. Już co ja to nigdy podobnego głupstwa nie zrobię."
Polem zbliżając się do wieśniaka odzywa się: "Mój przyjacielu, ci panowie pytają się o okolice, a nie myślą wcale o
www.cezar-wieszaki.pl